Pod koniec czerwca Chrome ma domknąć jedną z najważniejszych zmian w systemie rozszerzeń od lat. Google usuwa ostatnie techniczne obejścia, które pozwalały części starszych dodatków działać mimo wygaszania Manifest V2. Dla użytkowników oznacza to przede wszystkim koniec klasycznego uBlock Origin w przeglądarce Google i konieczność przejścia na nowsze, mniej elastyczne rozwiązania zgodne z Manifest V3.
Nie oznacza to, że blokowanie reklam w Chrome znika całkowicie. Zmienia się jednak sposób, w jaki takie rozszerzenia mogą działać. Nowa architektura ogranicza część mechanizmów, dzięki którym klasyczne blokery reklam były tak skuteczne. W praktyce użytkownicy mogą zobaczyć więcej reklam, słabsze filtrowanie trackerów i mniejszą kontrolę nad tym, co ładuje się na stronach internetowych.
Chrome kończy etap Manifest V2
Google od dłuższego czasu przenosi Chrome na Manifest V3, czyli nowszy system obsługi rozszerzeń. To właśnie Manifest określa, z jakich uprawnień mogą korzystać dodatki do przeglądarki, jak mogą analizować ruch sieciowy i w jaki sposób wolno im ingerować w działanie stron.
Przez lata wiele popularnych rozszerzeń, w tym klasyczny uBlock Origin, działało w oparciu o Manifest V2. Ten model dawał twórcom dodatków dużą swobodę filtrowania żądań, blokowania skryptów, reklam, trackerów i elementów stron. Dzięki temu zaawansowane blokery reklam mogły reagować bardzo dynamicznie na to, co dzieje się podczas ładowania witryny.
Teraz Chrome przechodzi do kolejnego etapu. Starsze rozszerzenia nie tylko nie są już wspierane, ale mają stracić ostatnie fragmenty kodu, które pozwalały im działać mimo wcześniejszych ograniczeń. Zmiana ma zostać domknięta w kolejnych wersjach przeglądarki, co dla wielu użytkowników będzie oznaczało definitywne pożegnanie z klasycznym uBlock Origin w Chrome.
Google Chrome 150 marks the end of full support for Manifest V2 extensions, effectively removing the remaining workarounds that allowed the original uBlock Origin to continue functioning in Chrome.
Starting with Chrome 150 (expected in late June 2026), Google will complete its… pic.twitter.com/H8xoToQezd
— Pirat_Nation 🔴 (@Pirat_Nation) June 11, 2026
uBlock Origin w Chrome nie będzie działał jak dawniej
Największe emocje budzi uBlock Origin, bo to jedno z najpopularniejszych narzędzi do blokowania reklam i śledzenia w internecie. Dla wielu osób był to pierwszy dodatek instalowany po uruchomieniu nowej przeglądarki. Działał skutecznie, był lekki, dawał dużą kontrolę i pozwalał blokować nie tylko reklamy, ale też skrypty analityczne, elementy śledzące i agresywne mechanizmy stron.
Problem polega na tym, że klasyczna wersja uBlock Origin opiera się na Manifest V2. Skoro Chrome usuwa obsługę tego systemu, rozszerzenie nie może działać w dotychczasowej formie. Użytkownicy mogą zostać przekierowani w stronę wersji zgodnej z Manifest V3, czyli uBlock Origin Lite, ale to nie jest pełny zamiennik.
uBlock Origin Lite działa inaczej. W większym stopniu opiera się na statycznych listach filtrów i nie oferuje tak szerokich możliwości dynamicznego filtrowania jak klasyczny uBlock Origin. Dla części użytkowników będzie wystarczający, ale osoby przyzwyczajone do mocnej kontroli nad stronami mogą szybko zauważyć różnicę.
Manifest V3 nie usuwa blokerów reklam, ale zmienia zasady gry
Warto to jasno rozdzielić: Google nie wprowadza prostego zakazu blokerów reklam. Rozszerzenia blokujące reklamy nadal mogą istnieć w Chrome, o ile są zgodne z Manifest V3. Problem polega na tym, że nowy standard inaczej definiuje ich możliwości.
Manifest V3 ogranicza część mechanizmów, które pozwalały starszym rozszerzeniom aktywnie analizować i blokować żądania sieciowe. W starszym modelu dodatek mógł działać bardziej elastycznie i reagować na bieżąco. W nowym systemie większa część filtrowania musi odbywać się w ramach deklaratywnych reguł obsługiwanych przez przeglądarkę.
Dla Google to sposób na większe bezpieczeństwo, lepszą wydajność i ograniczenie ryzyka, że złośliwe rozszerzenia będą nadużywać szerokich uprawnień. Dla użytkowników blokerów reklam oznacza to jednak mniej swobody i potencjalnie słabszą skuteczność filtrowania.
Dlaczego klasyczne blokery reklam były skuteczniejsze?
Klasyczne blokery reklam, takie jak uBlock Origin, były skuteczne nie tylko dlatego, że korzystały z list filtrów. Ich siłą była możliwość dynamicznego blokowania elementów strony, skryptów, ramek, domen reklamowych i trackerów w zależności od tego, co faktycznie dzieje się podczas ładowania witryny.
To szczególnie ważne w dzisiejszym internecie, gdzie reklamy nie są już tylko prostym banerem w kodzie strony. Często są ładowane dynamicznie, ukrywane za skryptami, dostarczane przez zewnętrzne platformy, mieszane z elementami analityki albo odświeżane bez przeładowywania całej strony.
Manifest V3 utrudnia odtworzenie części tych mechanizmów. Nowe blokery mogą nadal usuwać wiele reklam, ale ich działanie jest bardziej zależne od list reguł i ograniczeń narzuconych przez przeglądarkę. To może wystarczyć przy prostszych stronach, ale w bardziej agresywnych środowiskach reklamowych różnica może być widoczna.
Google mówi o bezpieczeństwie, użytkownicy widzą konflikt interesów
Google argumentuje, że Manifest V3 ma poprawić bezpieczeństwo, prywatność i stabilność przeglądarki. Starszy model rozszerzeń dawał dodatkom bardzo szerokie możliwości działania, co w przypadku uczciwych narzędzi było zaletą, ale w przypadku złośliwych rozszerzeń mogło stanowić poważne zagrożenie.
Z technicznego punktu widzenia ten argument ma sens. Rozszerzenia z szerokimi uprawnieniami mogą widzieć i modyfikować wiele elementów przeglądania internetu. Ograniczenie takiego dostępu może zmniejszać ryzyko nadużyć, błędów i problemów z wydajnością.
Jednocześnie trudno ignorować drugi kontekst. Chrome należy do Google, a Google jest jedną z największych firm reklamowych na świecie. Dlatego część użytkowników odbiera zmiany jako ograniczenie narzędzi, które pozwalały skutecznie blokować reklamy i śledzenie. Nawet jeśli oficjalnie chodzi o bezpieczeństwo, efekt dla użytkowników może być bardzo praktyczny: mniej skuteczne blokowanie reklam w najpopularniejszej przeglądarce świata.
Może Cię zainteresować: ChatGPT nie będzie już tylko odpowiadał. Funkcja „Zaplanowane” pozwoli AI działać w tle
Czy reklamy w Chrome będą nie do zablokowania?
Nie. To byłoby zbyt daleko idące uproszczenie. W Chrome nadal będą działały blokery reklam zgodne z Manifest V3. Użytkownicy będą mogli instalować rozszerzenia, które filtrują treści, blokują część reklam i ograniczają śledzenie.
Zmieni się jednak poziom kontroli. Najbardziej zaawansowane mechanizmy klasycznego uBlock Origin nie będą dostępne w tej samej formie. Oznacza to, że część użytkowników może mieć wrażenie, że ich przeglądarka stała się bardziej „przepuszczalna” dla reklam, skryptów śledzących i elementów ładowanych dynamicznie.
Dla osób, które korzystały z internetu bez blokera reklam, zmiana może być niewidoczna. Dla użytkowników, którzy od lat polegali na uBlock Origin, będzie to jedna z najbardziej odczuwalnych zmian w Chrome.
uBlock Origin Lite jako kompromis
Najbardziej oczywistą alternatywą w samym Chrome jest uBlock Origin Lite. To wersja dostosowana do Manifest V3, więc może działać w nowym systemie rozszerzeń. Trzeba jednak traktować ją jako kompromis, a nie prostą kontynuację klasycznego uBlock Origin.
Lite może nadal blokować część reklam i trackerów, ale nie ma takiej samej elastyczności. Działa w ramach ograniczeń nowej architektury, a więc nie może korzystać z pełnego zestawu możliwości, które dawał Manifest V2.
Dla mniej wymagających użytkowników może to być wystarczające rozwiązanie. Dla osób, które korzystały z zaawansowanych filtrów, własnych reguł i dynamicznego blokowania, zmiana może być odczuwalna już po pierwszych dniach korzystania.
Firefox jako najważniejsza alternatywa dla klasycznego uBlock Origin
Jeśli dla użytkownika najważniejsze jest zachowanie klasycznego uBlock Origin, naturalnym kierunkiem pozostaje Firefox. To przeglądarka oparta na własnym silniku Gecko, a nie na Chromium. Dzięki temu Mozilla nie musi automatycznie podążać za wszystkimi decyzjami architektonicznymi Google.
Firefox nadal jest postrzegany jako najważniejsza alternatywa dla osób, które chcą mieć większą kontrolę nad rozszerzeniami, prywatnością i blokowaniem treści. Klasyczny uBlock Origin działa tam pełniej niż w środowisku Chrome przechodzącym na Manifest V3.
To nie oznacza, że każdy użytkownik musi natychmiast porzucić Chrome. Ale jeśli blokowanie reklam i trackerów jest priorytetem, warto przetestować Firefoksa wcześniej, zamiast czekać do momentu, w którym ulubione rozszerzenie po prostu przestanie działać.
Brave, Vivaldi, Opera i Edge — co z przeglądarkami opartymi na Chromium?
Sytuacja innych przeglądarek jest bardziej złożona. Brave, Vivaldi, Opera i Edge korzystają z Chromium, ale każda z nich ma własne decyzje produktowe, własne ustawienia i często własne mechanizmy ochrony prywatności.
Brave ma wbudowane blokowanie reklam i trackerów, więc część użytkowników może nie potrzebować klasycznego rozszerzenia w takim samym stopniu jak w Chrome. Vivaldi również oferuje własne funkcje prywatnościowe i blokowania treści. Opera może przez pewien czas utrzymywać zgodność z wybranymi starszymi rozwiązaniami, choć nie musi to oznaczać bezterminowego wsparcia.
Edge, jako przeglądarka Microsoftu oparta na Chromium, również będzie funkcjonował w realiach nowego systemu rozszerzeń. Szczegóły wdrażania mogą różnić się od Chrome, ale kierunek całego ekosystemu jest jasny: Manifest V2 odchodzi, a Manifest V3 staje się standardem.
Co powinien zrobić użytkownik Chrome?
Najpierw warto sprawdzić, czy Chrome pokazuje ostrzeżenia przy zainstalowanych rozszerzeniach. Jeśli klasyczny uBlock Origin jest oznaczony jako niezgodny albo przeglądarka sugeruje jego wyłączenie, to znak, że zmiany już dotarły do danego użytkownika.
Najprostsze rozwiązanie to przejście na rozszerzenie zgodne z Manifest V3. Nie będzie to jednak identyczne doświadczenie. Użytkownik powinien sprawdzić, czy nowy bloker faktycznie radzi sobie z reklamami na stronach, z których korzysta najczęściej.
Drugie rozwiązanie to test alternatywnej przeglądarki. Firefox będzie najlepszym wyborem dla osób, które chcą zachować klasyczny uBlock Origin. Brave lub Vivaldi mogą być ciekawe dla tych, którzy wolą przeglądarki z wbudowanymi mechanizmami blokowania i większym naciskiem na prywatność.
Trzecia opcja to pozostanie przy Chrome i zaakceptowanie nowych ograniczeń. Dla części użytkowników będzie to najwygodniejsze, szczególnie jeśli są mocno związani z kontem Google, synchronizacją, hasłami, historią, profilem pracy i ekosystemem usług Google.
Czy warto zmieniać przeglądarkę tylko przez reklamy?
To zależy od sposobu korzystania z internetu. Jeśli ktoś odwiedza głównie kilka znanych serwisów, korzysta z płatnych usług bez reklam i nie przeszkadza mu standardowe filtrowanie, zmiana może nie być konieczna. Blokery zgodne z Manifest V3 nadal będą spełniać podstawową funkcję.
Inaczej wygląda sytuacja u osób, które dużo czytają, pracują w internecie, analizują strony, korzystają z portali informacyjnych, forów, serwisów wideo i sklepów internetowych. Tam różnica między klasycznym uBlock Origin a lżejszym blokerem może być wyraźniejsza.
Warto też pamiętać, że reklamy to tylko część tematu. Blokery takie jak uBlock Origin często ograniczały również tracking, skrypty analityczne i elementy wpływające na szybkość ładowania stron. Jeśli te funkcje są dla użytkownika ważne, test alternatyw ma sens.
To nie tylko spór o reklamy
Zmiana w Chrome dotyka większego tematu: kontroli nad przeglądarką. W internecie coraz częściej ścierają się interesy platform, reklamodawców, wydawców, twórców rozszerzeń i użytkowników. Blokery reklam przez lata były jednym z narzędzi, które dawały użytkownikowi większą władzę nad tym, co widzi i co ładuje jego przeglądarka.
Manifest V3 przesuwa część tej kontroli z rozszerzeń do samej przeglądarki. Dla Google to bardziej uporządkowany i bezpieczniejszy model. Dla krytyków to ograniczenie niezależnych narzędzi, które pozwalały skuteczniej walczyć z reklamami i śledzeniem.
Najważniejsze jest więc nie tylko to, czy konkretna reklama zostanie zablokowana. Ważniejsze pytanie brzmi: kto decyduje o tym, jak głęboko użytkownik może filtrować internet po swojej stronie?
Chrome pozostanie popularny, ale użytkownicy mają wybór
Chrome nie straci pozycji lidera tylko dlatego, że zmienia system rozszerzeń. To nadal najpopularniejsza przeglądarka na świecie, mocno zintegrowana z usługami Google, szybka, wygodna i dobrze znana użytkownikom.
Zmiany w blokerach reklam mogą jednak skłonić część osób do testów. Firefox, Brave, Vivaldi czy inne przeglądarki prywatnościowe mogą zyskać szczególnie wśród użytkowników technicznych, dziennikarzy, analityków, programistów i osób, które świadomie konfigurują swoje środowisko pracy.
Nie będzie to masowa rewolucja z dnia na dzień. Bardziej prawdopodobny jest spokojny odpływ najbardziej świadomych użytkowników, którzy zauważą, że ich dotychczasowy zestaw rozszerzeń w Chrome nie działa już tak dobrze jak wcześniej.
Podsumowanie: Chrome zmienia reguły blokowania reklam
Google domyka przejście Chrome na Manifest V3, a to oznacza koniec klasycznego działania części starszych rozszerzeń. Najbardziej widocznym przykładem jest uBlock Origin, który w Chrome nie będzie mógł funkcjonować w dotychczasowej formie.
Blokowanie reklam nie znika, ale staje się mniej elastyczne. Użytkownicy mogą zostać przy Chrome i korzystać z blokerów zgodnych z Manifest V3, przejść na uBlock Origin Lite albo przetestować inne przeglądarki. Najbardziej oczywistą alternatywą dla klasycznego uBlock Origin pozostaje Firefox.
Najważniejszy wniosek jest prosty: jeśli ktoś traktował uBlock Origin jako podstawowe narzędzie do wygodnego i prywatniejszego korzystania z internetu, nie powinien czekać do ostatniej chwili. Warto już teraz sprawdzić, jak zachowuje się Chrome z nowymi rozszerzeniami — i czy nie czas przygotować plan B.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu na Techoteka.pl.
Publikujemy codziennie informacje o sztucznej inteligencji, nowych technologiach, IT oraz rozwoju agentów AI.
Obserwuj nas na Facebooku, aby nie przegapić kolejnych artykułów.



